środa, 30 lipca 2008

リズム天国ゴールド aka Rhythm Tengoku Gold

Dziś/jutro (31 lipca) odbywa się japońska premiera Rhythm Tengoku Gold - gry muzyczno-zręcznościowej na DS-a. Z zapowiedzi, recenzji i filmików, które miałam okazję śledzić oraz styczności z pierwowzorem wydanym w 2006 roku na konsolę GameBoy Advance wyciągnęłam tylko jeden wniosek - trzeba kupić jak najszybciej. :D




A poza tym byłam w Bolkowie na Castle Party - impreza bardzo udana, recenzja dopełniona materiałem fotograficznym będzie, jak już ogarnę zaległości w pracy i obrobię zdjęcia, wyławiając te w miarę dobre (czyt. może w weekend).

poniedziałek, 7 lipca 2008

W aucie

Dziś rano, gdy telewizor pełniący rolę drugiego budzika, zasygnalizował godzinę wstawania do pracy, leciał w nim następujący przebój - Sokol feat. Pono & Franek Kimono - W aucie (Fred remix)






Mój ulubiony fragment to:

Americano - pseudo po tacie,
handlował waflem na plaży w Juracie...

Chociaż tekst o wranglerach też jest niczego sobie. ;)

niedziela, 8 czerwca 2008

Miesiąc z życia (zapracowanego) gadżeciarza

Dawno mnie tu nie było, bo zapracowana jestem strrrrasznie. Ostatnio spędzam w robocie po 10-13 godzin dziennie, i na jakiekolwiek inne zajęcia pozostaje mi okrutnie mało czasu. A i weekendy też ostatnio zaczyna zjadać firma. Heh...
Skutek tego stanu rzeczy jest taki, że kolekcja gier, filmów, książek i gadżetów co prawda się powiększa, ale żeby coś w spokoju obejrzeć, przeczytać albo zagrać w nowozakupione gry to już czasu nie staje. Urlop by się przydał. I to długi.

Ale na zabawę z Capsule Shooting Watch zawsze jest czas. A co to jest?

"Shooting Watch, or shoowatch in Japanese is a perfect gadget for hard core gamers to practice their button mashing skills on. This tiny machine counts the number of times you can hit on the A/B buttons under a time limit, and after practicing a few times, you will realize how immense your gaming skils have improved thanks to this simple gadget."

Mój wygląda tak:


A cała kolekcja prezentuje się tak:


Oprócz tego przybyło mi w kolekcji kilka naprawdę dobrych i ciekawych gier, w które nie mam kiedy grać, więc na razie tylko ładnie wyglądają na półce. :D


Söldner-X: Himmelsstürmer [First Print Limited Edition]



Metal Gear Solid: The Essential Collection




Dance Dance Revolution - pierwsza gra z serii, wersja japońska z oryginalnym kontrolerem. Dużo zabawy, ale to jest zdecydowanie zbyt męcząca gra.


beatmania - pierwsze japońskie wydanie. Trudna. ;>

niedziela, 27 kwietnia 2008

書道

書道 ... czyli shodo - droga pędzla, a w uproszczeniu japońska sztuka kaligrafii. Przy okazji zajęć z japońskiego moja grupa miała okazję na własne oczy przekonać się, że malowanie znaków tuszem na kartce papieru wcale nie jest takie proste. Przykłady widać na zdjęciach:





Znaki (w tym przypadku jest to - murasaki czyli fioletowy) malowane pomarańczowym tuszem są autorstwa Sesnei Nakayasu Yoshimi, te czarne bazgroły są moje. :D Jakieś podobieństwo na szczęście widać, ale dopiero po kilkunastu próbach.


Ale zabawa przy samodzielnym malowaniu znaków jest przednia i chętnie bym to jeszcze kiedyś powtórzyła, można się skupić na pędzlu oraz kartce papieru i przy okazji zapomnieć o wszystkim, co się dzieje wokół. A że ostatnio spędzam w pracy po 12 godzin dziennie, to chwila oderwania od rzeczywistości jest w cenie.

niedziela, 13 kwietnia 2008

Z Pogranicza i okolic

Z Pogranicza...

Pogranicze jak wiadomo jest u Uny. A na Pograniczu różne rzeczy się dzieją i można się natknąć na dziwne wynalazki. Na przykład nowatorskie sposoby rozpalania sziszy (czyli fajki wodnej). Co robi kobieta z Pogranicza, gdy brakuje węgielków do fajki? Nieee, nie idzie do sklepu, to by było za proste. Wyciąga z szafki zestaw survivalowy składający się ze sporej blaszanej puszki zawierającej w swoim wnętrzu dwa małe składane palniki i spory zapas kostek spirytusowych, po czym używa kawałka takiej kostki do rozpalenia sziszy. I o dziwo, to nawet działa.

Eksperyment się powiódł, ofiar w ludziach nie było, ale powtarzać go samodzielnie nie należy. Ja w każdym razie zdecydowanie odradzam. Kostki spirytusowe mają bowiem wygląd i smak zbliżony do mydła (albo nawet kostek toaletowych pakowanych do sedesów), więc wrażenia smakowe są po czymś takim paskudne. Nawet spora dawka piwa i bardzo ostry kebab nie są w stanie zabić "trampka w gębie" jaki powstaje po uczestnictwie w takim eksperymencie. Yuck...

... i ze zderzeń nerda z rzeczywistością.

Jako, że zdarza mi się bywać w pracy w dni ustawowo od niej wolne (takie jak dzisiejsza niedziela), żeby przetrwać tych kilka godzin przed kompem pogrążona w papierach, postanowiłam po drodze zaopatrzyć się w zestaw energetyczno-śniadaniowy. I jakże byłam zdziwiona, gdy okazało się, że kilka przystanków od centrum Warszawy w niedzielne południe znalezienie otwartego sklepu spożywczego graniczy z cudem. Może ja żyję na co dzień w jakimś innym świecie, ale żeby kupienie coli, red bulla, czekolady i kajzerek wymagało szukania otwartego sklepu przez kilkanaście minut? o_O Na szczęście znalazł się w okolicy pracy jakiś monopolowy z dodatkowym asortymentem i nie padłam z głodu. Ale zdziwienie mi zostało, więc się nim dzielę ze światem.